Niedaleko pada jabłko od jabłoni

p56Myślę, że nasz pięcioletni syn pójdzie kiedyś w ślady swojego ojca i tak jak on zostanie specjalistą ds. ochrony środowiska, specjalista ds. ochrony środowiska Gniezno. Nasz Kostek to prawdziwy amator natury i wszystkiego, co z nią związane. Od kiedy tylko stanął na nogi i zaczął samodzielnie poruszać się po świecie zawsze ciągnęło go na dwór. Chciał wychodzić i spędzać poza domem jak najwięcej czasu. Interesowało go wszystko – chwasty, kwiatki, drzewa, krzaki, robale, ptaszki, pieski – po prostu wszystko. Gdy jeszcze nie umiał mówić, każdą nową rzecz witał otwartymi ramionami i swoim charakterystycznym „o”. Uwielbiałam patrzeć jak mój syn poznaje świat i cieszy się z tej nowej znajomości.

Fascynacja Kostka naturą nie minęła. Nadal uwielbia spędzać czas na dworze i zadawać mnóstwo pytań. Czasem żałuję, że nie mam w domu roczniaka, który nie potrafi jeszcze mówić. Kostkowi czasem buzia nie zamyka się przez dobrych kilka godzin. Pyta o spadające liście z drzew, o wodę, o rodzaje kwiatków. Gdy przez przypadek kiedyś powiedziałam mu, że istnieją zwierzęta, których kiedyś może nie być na świecie bardzo się zasmucił i powiedział, że chciałby te zwierzęta ochronić. W domu mam cudownego pięciolatka, który jest nieodrodnym synem swojego ojca. Gdy tych dwóch wyjdzie na spacer to może ich nie być i cztery godzin. Mąż opowiada Kostkowi o różnych ciekawostkach świata natury, a ten słucha ojca jak zaczarowany.

Serce i rozum

Jako specjalista ds. ochrony środowiska Stalowa Wola powinienem być przeciwny wycinaniu drzewek choinkowych i wykorzystywaniu ich podczas Świąt jako bożonarodzeniowe drzewka. W końcu przecież prawie każda choinka wcześniej lub później ląduje w śmieciach. Rzadko kto decyduje się uratować drzewko i wsadzić je z powrotem w ziemię. Co więcej, takie działanie wcale nie musi przynieść oczekiwanych efektów.

w56Powinienem być przeciwny, ale nie jestem, bo nie wyobrażam sobie Bożego Narodzenia bez zapachu świerku w domu. Gdy byłem mały święta kojarzyły mi się z pomarańczami i zapachem lasu, dlatego nie wyobrażam sobie, bym nie miał podobnych wspomnień przekazać moim dzieciom.

W tym roku w naszym domu będą aż dwie choinki. Najstarsza córka, Marcela, zażyczyła sobie mieć w swoim pokoju własne drzewko, a ja nie widzę powodu dlaczego miałbym się na to nie zgodzić. W następnym tygodniu pojedziemy wszyscy razem do szkółki leśnej i wybierzemy drzewka w sam raz dla nas.

Serce mi krwawi, gdy pomyślę o tych wszystkich biednych drzewkach wycinanych ku uciesze naszych serc, ale co zrobić. Święta są raz w roku i trzeba je odpowiednio uczcić!

Rozrzutna ręka

30Wczoraj bardzo znacząco przesadziłam z wydawaniem pieniędzy i wolę nie myśleć o tym, co powie mój mąż, specjalista ds. ochrony środowiska Tychy, gdy wpadnie na to, żeby sprawdzić stan konta i saldo z ostatnich paru dni. Wątpię, żeby nie zauważył zniknięcia blisko tysiąca złotych z konta w ciągu jednego dnia i już zawczasu staram się go udobruchać. Od wczoraj chodzę na paluszkach, podstawiam mężowi pod nos jego ulubione dania i próbuję niczym go nie rozzłościć. Mąż chyba trochę podejrzewa, że coś zrobiłam nie tak, bo za każdym razem gdy staram się przymilić, on tylko rzuca mi dziwne spojrzenie i nic się nie odzywa. Kurczę, może nie powinnam tak bardzo zmieniać swojego zachowania w ciągu zaledwie jednego dnia, bo to na pewno wydaje się podejrzane.

Mój mąż, jako specjalista ds. ochrony środowiska zarabia ponad 4 tysiące złotych miesięcznie na rękę, więc ja od czasu do czasu czuję się uprawniona do tego, by iść na zakupy i wydać trochę pieniędzy na własne, niewielkie potrzeby. Ostatnim razem gdy wybrałam się na zakupy, od ręki wydałam pięćset złotych, za co już wtedy dostałam naganę i zagrożenie, że kolejny taki wyskok skończy się zakazem chodzenia na zakupy. Tym razem wydałam prawię dwa razy więcej niż ostatnio, dlatego wyczuwam, że zakaz na robienie zakupów na pewno mnie nie ominie. Raz już było tak, że mąż zabrał mi kartę do bankomatu i wydzielał mi pieniądze na codzienne zakupy. Wolałabym nie powtarzać tej sytuacji, bo czułam się jak żona jakiegoś maharadży.

Przed Wszystkimi Świętymi

Za tydzień jest Dzień Wszystkich Świętych, który dla rodziny mojego męża jest jednym z najważniejszych świąt w ciągu całego roku kalendarzowego, w związku z czym wzięliśmy po dniu wolnym i postanowiliśmy jechać w rodzinne strony już w środę. W tym roku 1 listopada wypada w piątek, dlatego możemy przedłużyć sobie wolne i posiedzieć przez cztery dni w rodzinnych stronach mojego męża. Oboje pracujemy w Katowicach, mój mąż jako programista PHP, ja jako specjalista ds. ochrony środowiska Katowice, jednak gdy tylko mamy chwilę czasu, zawsze wyjeżdżamy na Mazury do teściów.

29Gdy mąż był małym chłopcem, jego starszy brat, Krystian miał bardzo niefortunny wypadek, w związku z którym przedwcześnie stracił życie. Od tamtego czasu cała rodzina męża co roku świętuje Dzień Wszystkich Świętych co najmniej tak, jakby to była Wielkanoc lub Boże Narodzenie. Ja, jako, że od pewnego czasu należę do rodziny męża, również uczestniczę we wszystkich tradycjach z jego domu.

Aby nie robić sobie zbędnych zaległości spowodowanych dniem wolnym od pracy, staram się jak najwięcej obowiązków specjalisty ochrony środowiska wykonać „na zapas”. Oczywiście nie wszystko może być zrobione w nadmiarze, bo niektóre obowiązki realizowane są na bieżąco, jednak to co mogę robię wcześniej. Wczoraj wzięłam nawet ze sobą do domu trochę pracy, żeby podgonić aktualnie sporządzane zestawienie. Wszystko po to, by pokazać szefowi, że może na mnie liczyć.

Słomiane zapały

Nie nadążam z odbieraniem telefonów od moich rodziców i powoli zaczyna mnie już irytować to ciągłe wysłuchiwanie ich opowiadań i narzekań na siebie nawzajem. Mój ojciec, który wykonuje zawód celnika, przed paroma tygodniami podjął decyzję, że nadchodzącą zimę ma zamiar spędzić o wiele bardziej efektywnie niż zazwyczaj i w końcu wziąć się za naukę angielskiego, o której wspomina już od dłuższego czasu. Zwykle całą zimę ojciec przesiaduje przed komputerem, grając w gry strategiczne lub oglądając wszystkie seriale po kolei. To jego sposób na przetrwanie mrozów.

26Jako absolwentka filologii angielskiej jestem codziennie zmuszana do co najmniej godzinnych rozmów z tatą przez telefon i tłumaczenia mu różnych angielskich zasad gramatycznych. Gdy tylko kończę rozmawiać z ojcem, do telefonu natychmiast dobiera się mama, która najpierw opowiada mi o swoich obowiązkach specjalisty ochrony środowiska (specjalista ds. ochrony środowiska Tarnów), by następnie przejść do narzekań na ojca i jego głupie pomysły. Mama twierdzi, że jeszcze chwila, a oszaleje przez nagłą pasję ojca i twierdzi, że jest to jego kolejny słomiany zapał, który skończy się tak jak wszystkie słomiane zapały w jego życiu – doszczętnym spaleniem. Do tej pory tata miał różne pomysły na spędzanie wolnego czasu i niestety większość z nich spalała na panewce. Najbardziej kosztownym była chyba nauka gry na perkusji, bo tata zanim nawet zaczął grać już zakupił cały zestaw bębnów i talerzy, by następnie sprzedać je na Allegro za jakąś śmiesznie niską cenę. No zobaczymy co będzie z tym jego angielskim.

Coraz mniejsze chęci

25Wydaje mi się, że efektywność mojej pracy z każdym dniem coraz bardziej spada, a ja nie mogę nic na to poradzić. W zawodzie specjalisty ds. ochrony środowiska pracuję już od przeszło pięciu lat i chociaż swego czasu wydawało mi się, że jest to zajęcie idealne, teraz mam już serdecznie dość robienia w kółko tych samych analiz i porównywania podobnych wyników. Moja praca ogromnie mnie nudzi i mam coraz mniejszą chęć do porannego wstawania i dojeżdżania do firmy. Dodatkowo, od prawie trzech lat nie dostałem żadnej podwyżki, co uważam za wielką niesprawiedliwość i niedocenianie wykonywanej przeze mnie pracy. Zatrudniająca mnie firma jest na tyle bogata, że spokojnie mogłaby pozwolić sobie na podwyżki dla całego personelu, jednak nic w tym kierunku nie robi. W naszym biurze co chwila robione są jakieś remonty, dokupowane nowe sprzęty i urządzenia, a ja zamiast siedzieć na fotelu za 500 zł, wolałbym dostać te pieniądze na konto.

Żona twierdzi, że mój obecny nastrój jest wynikiem tzw. andropauzy, czyli czasu, w którym mężczyźni zaczynają się starzeć. Uważa, się przesadzam wymagając od losu więcej niż powinienem, ale ja i tak wiem swoje, dlatego nie słucham tej starej baby. Nie wiem czy w tajemnicy przed małżonką nie powinienem zacząć szukać nowego pracodawcy i z chwilą otrzymania propozycji pracy nie zrezygnować z funkcji specjalisty, specjalista ds. ochrony środowiska Gorzów Wielkopolski. Do tego czasu na pewno wcześniej nie zrezygnuję, bo nie chcę palić za sobą mostów.

Nagły impuls

Moja droga do zawodu specjalisty ds. ochrony środowiska była dość przypadkowa, ponieważ nigdy na poważnie nie myślałem o tym, że w swym życiu zawodowym mógłbym się zająć czymś takim jak dbanie o środowisko, przestrzeganie przepisów środowiskowych i innymi ekologicznymi sprawami. Do pewnego punktu w czasie środowisko zupełnie mnie nie obchodziło – wiedziałem, że jest, że otacza każdego z nasz i często cierpi z powodu działalności człowieka, jednak tak naprawdę nie przejmowałem się szkodliwymi skutkami urbanizacji czy ocieplaniem klimatu.

22Wszystko zmieniło się z chwilą, gdy zaciągnięty siłą przez moją ówczesną dziewczynę wziąłem udział w spotkaniu dotyczącym jakości powietrza. Całe dwie godziny siedziałem jak porażony prądem i z otwartymi oczami słuchałem wszystkiego, o czym rozprawiali mówcy. Nie zdawałem sobie sprawy, że nasze środowisko jest w tak opłakanym stanie i jeśli nic z tym faktem nie zrobimy, niedługo czeka nas życie na wyjałowionej pustyni bez dostępu do zieleni.

Po spotkaniu nagle zacząłem udzielać się jako aktywny działacz na rzecz środowiska – wstąpiłem do kilku organizacji i podjąłem akcje związane z uświadamianiem społeczeństwa na temat stanu środowiska i tego, do czego zmierza nasze społeczeństwo. W międzyczasie, dzięki mojemu ojcu dostałem pracę specjalisty ds. środowiska (specjalista ds. środowiska Sosnowiec), która pozwoliła mi połączyć zainteresowania ze źródłem utrzymania. Takim oto sposobem zostałem środowiskowym aktywistą!

Co zrobić?

Nie do końca wiem, czy decyzja o przyjęciu oświadczyn Patryka była dobrą decyzją i od niedawna targają mną przeróżne wątpliwości. Na pewno domyślacie się jak to jest, gdy ma się ponad trzydzieści lat i jest się zdesperowanym, by znaleźć sobie partnera na resztę życia. Rok temu, na swoje trzydzieste urodziny poznałam Patryka, z zawodu specjalistę ds. ochrony środowiska, który wydał mi się bardzo miłym chłopakiem. Nie powiem, żeby nasz związek przypominał płomienny romans z brazylijskich telenowel. W naszym przypadku wszystko odbywało się spokojnie, bez zbędnych emocji i źle podjętych decyzji. Miłość do Patryka nie wybuchła jak podpalona cysterna, a rodziła się w moim sercu dość powoli. Nawet teraz nie jestem pewna, czy jest to miłość, czy może mieszanka szacunku, wdzięczności i pewnego przyzwyczajenia.

16Po roku znajomości Patryk niespodziewanie poprosił mnie o rękę, co zupełnie wytrąciło mnie z równowagi. Oczywiście, że myślałam o przyszłości i ślubie, jednak nie sądziłam, że deklaracja z jego strony nastąpi tak szybko. Nie chcąc zamykać sobie drogi na spokojne życie u boku męża, przyjęłam oświadczyny, chociaż nie do końca wiedziałam czy dobrze robię. Postanowiłam, że do ślubu na pewno upłyną jeszcze ze dwa lata, podczas których będę miała dużo czasu na zdecydowanie czy to jest to, czego chcę. Nie wiedziałam, i nadal nie wiem, czy Patryk ze swoją środowiskową pasją i trochę nudnym charakterem będzie dla mnie partnerem idealnym (specjalista ds. ochrony środowiska Dąbrowa Górnicza).

Nie oceniaj po opakowaniu

Niedawno, na jednym ze spotkań dotyczących ochrony środowiska w Bielsku-Białej i sposobach naprawy istniejących problemów poznałam Bartłomieja, zapalonego specjalistę ds. ochrony środowiska, który wydał mi się bardzo sympatycznym i przystojnym młodym człowiekiem. Wiecie, jak to było – byliśmy na spotkaniu, a Bartek opowiadał z tak wielką pasją i zaangażowaniem o środowisku na Śląsku, że wydał mi się niczym nieodkryty, środowiskowy geniusz, z którym chciałam się bliżej poznać, specjalista ds. ochrony środowiska Bielsko-Biała. Gdy po zakończonym spotkaniu Bartek wziął ode mnie numer telefonu, byłam przeszczęśliwa i z drżeniem serca czekałam na rozmowę.

6Bartek zadzwonił już następnego dnia i zaprosił mnie do małej knajpki w centrum miasta. Oczami wyobraźni widziałam już nasz romantyczny wieczór spędzony przy dźwiękach cudownej muzyki, lampce wina i jakimś dobrym makaronie na talerzu. Szkoda tylko, że moje wyobrażenia zupełnie nie pokryły się z rzeczywistością, bo naszemu spotkaniu daleko było do romantyzmu. Zafascynowanie środowiskiem jest OK, ale tylko i wyłącznie w określonych miejscach i określonym czasie. Rozmawianie non stop o zanieczyszczeniu środowiska i śmieciach już nie jest takie fajne, zwłaszcza na prywatnych spotkaniach, które miały przebiegać zupełnie inaczej. Bartek cały wieczór w kółko nawijał o swoich planach i marzeniach ekologicznych, a ja z każdą chwilą miałam coraz większa ochotę uciec z knajpy. Gdy nasze spotkanie dobiegło z końca, a Bartek zapytał czy nie mam ochoty iść z nim jeszcze na spacer, zasłoniłam się koniecznością zrobienia jeszcze czegoś do pracy i w pośpiechu uciekłam do domu. Kolejne telefony od Bartka zignorowałam.