Serce i rozum

Jako specjalista ds. ochrony środowiska Stalowa Wola powinienem być przeciwny wycinaniu drzewek choinkowych i wykorzystywaniu ich podczas Świąt jako bożonarodzeniowe drzewka. W końcu przecież prawie każda choinka wcześniej lub później ląduje w śmieciach. Rzadko kto decyduje się uratować drzewko i wsadzić je z powrotem w ziemię. Co więcej, takie działanie wcale nie musi przynieść oczekiwanych efektów.

w56Powinienem być przeciwny, ale nie jestem, bo nie wyobrażam sobie Bożego Narodzenia bez zapachu świerku w domu. Gdy byłem mały święta kojarzyły mi się z pomarańczami i zapachem lasu, dlatego nie wyobrażam sobie, bym nie miał podobnych wspomnień przekazać moim dzieciom.

W tym roku w naszym domu będą aż dwie choinki. Najstarsza córka, Marcela, zażyczyła sobie mieć w swoim pokoju własne drzewko, a ja nie widzę powodu dlaczego miałbym się na to nie zgodzić. W następnym tygodniu pojedziemy wszyscy razem do szkółki leśnej i wybierzemy drzewka w sam raz dla nas.

Serce mi krwawi, gdy pomyślę o tych wszystkich biednych drzewkach wycinanych ku uciesze naszych serc, ale co zrobić. Święta są raz w roku i trzeba je odpowiednio uczcić!

Poświęcony przyrodzie

43Od zawsze wiedziałam, że mój najstarszy syn pewnego dnia zwiąże swoje losy zawodowe ze środowiskiem i sprawami związanymi z jego ochroną. Od najmłodszych lat jego życia z uwagą obserwowałam jego zwiększające się zainteresowanie otaczającym światem i byłam przekonana, że kiedyś zostanie jakimś zapalonym aktywistą. Było to dla mnie tak pewne, jak to, że Słońce wstaje na wschodzie i zachodzi na zachodzie. W końcu Jurek był wierną kopią swojego ojca  – człowieka, który nie potrafił żyć bez swoich pasji.

Wcale mnie nie zdziwiło, gdy idąc do liceum Jurek wybrał sobie profil przyrodniczy. Nauki przyrodnicze, a w szczególności biologia była jego największym hobby. Syn całymi dniami potrafił siedzieć w swoim pokoju i czytać o roślinach, zwierzętach i ekosystemach.

Maturę z biologii i chemii Jurek zdał śpiewająco, a później wybrał się na ochronę środowiska. Chciałam, żeby poszedł w coś bardziej ścisłego i dającego mu tytuł inżyniera, jednak syn był zainteresowany tylko i wyłącznie tym kierunkiem studiów. Od razu na pierwszym roku Jurek poznał mnóstwo wpływowych osób, a to dzięki temu, że zapisał się do jednej z organizacji prośrodowiskowych. Pozyskane znajomości kontakty sprawiły, że z chwilą ukończenia studiów pracę miał już w kieszeni i płynnie przeszedł z funkcji studenta do funkcji pracownika. Teraz Jurek pracuje jako specjalista ds. ochrony środowiska Stargard Szczeciński  i bardzo tę pracę sobie chwali.

Kozioł ofiarny

Mój bezpośredni przełożony zapałał do mnie nienawiścią już pierwszego dnia w pracy na stanowisku specjalisty ds. ochrony środowiska, jakie znalazłem sobie tuż po zakończeniu studiów o podobnym profilu. Nie wiem co zrobiłem nie tak i czym podpadłem kierownikowi, jednak niemal od razu dało się odczuć chłód, z jakim przełożony traktuje moją osobę, specjalista ds. ochrony środowiska Przemyśl. Kierownik nikogo innego nie traktuje w tak zimny i niesympatyczny sposób, z jakim podchodzi do mnie. Nawet najmłodszy i zarazem najgłupszy pracownik firmy jest lepiej traktowany ode mnie.

41Jak już wspomniałem nie wiem czym zasłużyłem sobie na takie traktowanie, ale wiem, że za nieświadomie popełnione faux pas cierpię dotkliwie i cierpiał będę jeszcze przez długie miesiące. Ostatnio kierownik przyczepił się do mojej znajomości Prawa Ochrony Środowiska i w ramach rehabilitacji za brak niezbędnej wiedzy kazał mi się nauczyć na pamięć czterech pierwszych artykułów. Gdybym nie znał mojego przełożonego mógłbym pomyśleć, że pomysł z nauką ustawy na pamięć to zwykły żart, jednak ja wiedziałem, że żartem to polecenie nie jest. Na następny dzień przyszedłem do pracy przygotowany i, jak się spodziewałem, zostałem zaproszony do gabinetu kierownika i odpytany z wyuczonych na pamięć ustępów. Mimo konieczności nauczenia się strony tekstu na pamięć tamten dzień wspominam bardzo dobrze, bo nadal śmieszy mnie zła mina, jaką kierownik zrobił widząc, że nie zignorowałem jego polecenia.

Rozrzutna ręka

30Wczoraj bardzo znacząco przesadziłam z wydawaniem pieniędzy i wolę nie myśleć o tym, co powie mój mąż, specjalista ds. ochrony środowiska Tychy, gdy wpadnie na to, żeby sprawdzić stan konta i saldo z ostatnich paru dni. Wątpię, żeby nie zauważył zniknięcia blisko tysiąca złotych z konta w ciągu jednego dnia i już zawczasu staram się go udobruchać. Od wczoraj chodzę na paluszkach, podstawiam mężowi pod nos jego ulubione dania i próbuję niczym go nie rozzłościć. Mąż chyba trochę podejrzewa, że coś zrobiłam nie tak, bo za każdym razem gdy staram się przymilić, on tylko rzuca mi dziwne spojrzenie i nic się nie odzywa. Kurczę, może nie powinnam tak bardzo zmieniać swojego zachowania w ciągu zaledwie jednego dnia, bo to na pewno wydaje się podejrzane.

Mój mąż, jako specjalista ds. ochrony środowiska zarabia ponad 4 tysiące złotych miesięcznie na rękę, więc ja od czasu do czasu czuję się uprawniona do tego, by iść na zakupy i wydać trochę pieniędzy na własne, niewielkie potrzeby. Ostatnim razem gdy wybrałam się na zakupy, od ręki wydałam pięćset złotych, za co już wtedy dostałam naganę i zagrożenie, że kolejny taki wyskok skończy się zakazem chodzenia na zakupy. Tym razem wydałam prawię dwa razy więcej niż ostatnio, dlatego wyczuwam, że zakaz na robienie zakupów na pewno mnie nie ominie. Raz już było tak, że mąż zabrał mi kartę do bankomatu i wydzielał mi pieniądze na codzienne zakupy. Wolałabym nie powtarzać tej sytuacji, bo czułam się jak żona jakiegoś maharadży.

Sposób na zapamiętywanie

27Jestem po pierwszym dniu w pracy specjalisty ds. ochrony środowiska w Kaliszu i jeszcze nie mogę ochłonąć po ilości wrażeń, jakie sprezentował mi początek nowego etapu w życiu. Cały dzień minął mi w zastraszająco szybkim tempie, a wszystko przez to, że co chwila działo się coś nowego, co kilkanaście minut w moim biurze zjawiał się kolejny pracownik firmy, by się zapoznać i dowiedzieć czegoś o mnie, moich dotychczasowych doświadczeniach zawodowych i pierwszych wrażeniach w nowej pracy. Spotkania były bardzo miłe, aczkolwiek po którymś z kolei zacząłem zapominać imion poszczególnych osób i zdecydowałem, że warto zacząć notować rzeczy, które kojarzą mi się z poszczególnymi osobami i zestawiać je z imionami, specjalista ds. ochrony środowiska Kalisz.

I tak, otwierając swój kalendarz na stronie przeznaczonej dla dzisiejszego dnia tygodnia mam mnóstwo zapisków związanych z kolegami z pracy. Znaleźć na niej można wiadomości, których normalnie nigdy w życiu nikomu bym nie pokazał, bo z czasem okazać się może, że moje pierwsze wrażenia są zupełnie nieprawdziwe, albo krzywdzące. I tak, na mojej liście znalazła się Marlena, przy której zamieściłem opis „ruda, piegowata, niska i trochę gruba”. Przy koledze Macieju zaznaczyłem, że kojarzy mi się z kuzynem Leszkiem, który obecnie mieszka w Stanach. Mają taki sam styl ubierania się i słuchają tej samej muzyki. O Joli napisałem, że wygląda jak podstarzała aktorka z filmów dla dorosłych i jestem przekonany, że gdyby kiedykolwiek dowiedziała się jak ją postrzegam, na pewno umieściłaby mnie na swojej czarnej liście. O prezesie oraz kierowniku nie musiałem nic pisać, bo dość szybko zapamiętałem ich imiona.

Co zrobić?

Nie do końca wiem, czy decyzja o przyjęciu oświadczyn Patryka była dobrą decyzją i od niedawna targają mną przeróżne wątpliwości. Na pewno domyślacie się jak to jest, gdy ma się ponad trzydzieści lat i jest się zdesperowanym, by znaleźć sobie partnera na resztę życia. Rok temu, na swoje trzydzieste urodziny poznałam Patryka, z zawodu specjalistę ds. ochrony środowiska, który wydał mi się bardzo miłym chłopakiem. Nie powiem, żeby nasz związek przypominał płomienny romans z brazylijskich telenowel. W naszym przypadku wszystko odbywało się spokojnie, bez zbędnych emocji i źle podjętych decyzji. Miłość do Patryka nie wybuchła jak podpalona cysterna, a rodziła się w moim sercu dość powoli. Nawet teraz nie jestem pewna, czy jest to miłość, czy może mieszanka szacunku, wdzięczności i pewnego przyzwyczajenia.

16Po roku znajomości Patryk niespodziewanie poprosił mnie o rękę, co zupełnie wytrąciło mnie z równowagi. Oczywiście, że myślałam o przyszłości i ślubie, jednak nie sądziłam, że deklaracja z jego strony nastąpi tak szybko. Nie chcąc zamykać sobie drogi na spokojne życie u boku męża, przyjęłam oświadczyny, chociaż nie do końca wiedziałam czy dobrze robię. Postanowiłam, że do ślubu na pewno upłyną jeszcze ze dwa lata, podczas których będę miała dużo czasu na zdecydowanie czy to jest to, czego chcę. Nie wiedziałam, i nadal nie wiem, czy Patryk ze swoją środowiskową pasją i trochę nudnym charakterem będzie dla mnie partnerem idealnym (specjalista ds. ochrony środowiska Dąbrowa Górnicza).

Dość mam pasji męża

Czasem żałuję, że ludzie nie są jak urządzenia, które da się obsługiwać za pomocą kilku prostych przycisków. Funkcje włączania lub wyłączania, ściszania i podgłaszania wymawianych słów lub przechodzenie w stan uśpienia moim zdaniem bardzo by się przydały w ciele niektórych ludzi, na przykład w moim mężu, którego praca i zamiłowanie do środowiska przyprawiają mnie o zawrót głowy i nierówne bicie serca.

14Czasem mam wielką ochotę uruchomić jakiś na pozór niewidoczny guzik i sprawić, by mąż choć na chwilę zamknął buzię i przestał opowiadać o pracy, o zagrożeniach czyhających na środowisko naturalne, o technicznej regulacji rzek, powodziach i wielu, wielu innych środowiskowych sprawach, specjalista ds. ochrony środowiska Częstochowa. Ja doskonale rozumiem, że ochrona środowiska jest jego pasją, bez której nie może żyć, jednak mąż swoim zachowaniem nie powinien sprawiać, że ja mam dosyć tego, co on robi w swoim życiu i jedyne, o czym marzę, to chwila spokoju bez środowiska.

Mąż gada o swojej pracy nawet podczas weekendów, w których teoretycznie powinniśmy odpoczywać od pracy zawodowej i codziennych obowiązków. Oczywiście, staramy się wypocząć najlepiej jak się da, jednak ten wypoczynek i tak zazwyczaj jest związany z pasjami mojego męża. Jeśli oglądamy film, oglądamy coś przyrodniczego, a chodząc na spacery zawsze kierujemy się w obszary szczególnie atrakcyjne przyrodniczo, które wybiera mój mąż. Środowisko jest w naszym życiu obecne niemal wszędzie!

Nie oceniaj po opakowaniu

Niedawno, na jednym ze spotkań dotyczących ochrony środowiska w Bielsku-Białej i sposobach naprawy istniejących problemów poznałam Bartłomieja, zapalonego specjalistę ds. ochrony środowiska, który wydał mi się bardzo sympatycznym i przystojnym młodym człowiekiem. Wiecie, jak to było – byliśmy na spotkaniu, a Bartek opowiadał z tak wielką pasją i zaangażowaniem o środowisku na Śląsku, że wydał mi się niczym nieodkryty, środowiskowy geniusz, z którym chciałam się bliżej poznać, specjalista ds. ochrony środowiska Bielsko-Biała. Gdy po zakończonym spotkaniu Bartek wziął ode mnie numer telefonu, byłam przeszczęśliwa i z drżeniem serca czekałam na rozmowę.

6Bartek zadzwonił już następnego dnia i zaprosił mnie do małej knajpki w centrum miasta. Oczami wyobraźni widziałam już nasz romantyczny wieczór spędzony przy dźwiękach cudownej muzyki, lampce wina i jakimś dobrym makaronie na talerzu. Szkoda tylko, że moje wyobrażenia zupełnie nie pokryły się z rzeczywistością, bo naszemu spotkaniu daleko było do romantyzmu. Zafascynowanie środowiskiem jest OK, ale tylko i wyłącznie w określonych miejscach i określonym czasie. Rozmawianie non stop o zanieczyszczeniu środowiska i śmieciach już nie jest takie fajne, zwłaszcza na prywatnych spotkaniach, które miały przebiegać zupełnie inaczej. Bartek cały wieczór w kółko nawijał o swoich planach i marzeniach ekologicznych, a ja z każdą chwilą miałam coraz większa ochotę uciec z knajpy. Gdy nasze spotkanie dobiegło z końca, a Bartek zapytał czy nie mam ochoty iść z nim jeszcze na spacer, zasłoniłam się koniecznością zrobienia jeszcze czegoś do pracy i w pośpiechu uciekłam do domu. Kolejne telefony od Bartka zignorowałam.

Mój wybór

Mój wybór ochrony środowiska jako kierunek studiów, który miałem zamiar studiować, okazał się  być podstawą do wielu kłótni i dyskusji toczonych w domowym zaciszu. Ojciec nie zgadzał się na obranie takiego kierunku edukacji, gdyż, jak twierdził, ludzie po ochronie środowiska nie mogą znaleźć pracy, a on nie chce, by jego jedyny syn został jakimś zielonym przedstawicielem Greenpeace’u. Do tamtego momentu ojciec nigdy nie mówił, że ma jakieś uprzedzenia w stosunku do przedstawicieli Greenpeace, aż tu nagle okazało się, że gdzieś w głębi serca nie lubi osób walczących o środowisko.

3Do walki z tatą stanęła moja mama, która zawsze starała się być po mojej stronie. Mama, niczym lwica, broniła moich racji i argumentowała, że skoro ochrona środowiska jest tym, co chcę robić, ojciec nie powinien mieć w związku z tym żadnych obiekcji, a jedynie wspierać syna w pierwszych dorosłych rodzicach. Ja starałem się być nieco na uboczu, bo nie chciałem zostać zaangażowany w tak otwartą wojnę między rodzicami, lecz jako główny temat kłótni chcąc nie chcąc musiałem w niej brać aktywny udział.

Po około tygodniu tata wreszcie zrozumiał, że nie wygra z połączonymi siłami żony i syna. Pogodził się z tym, że mam zamiar iść na ochronę i przestał w ogóle poruszać ten temat.

Obecnie, od dwóch lat pracuję jako specjalista ds. ochrony środowiska, mam pracę, którą lubię i nie uważam, żebym obrał zły kierunek studiów, specjalista ds. ochrony środowiska Zielona Góra. Nawet tata powiedział mi ostatnio, że to on się mylił i dobrze, że postawiłem na swoim. To był chyba pierwszy raz kiedy ojciec otwarcie przyznał się do błędu.